Jezus poszedł się modlić na górę. Sam. Ciekawe co takiego jest w modlitwie na górze. Rozumiem, ze jest to swoisty symbol bliskości Boga i przebywania z nim w intymnej więzi, takiej rozmowy w cztery oczy z Najwyższym. W zasadzie to chciałabym kiedyś wyjść na wysoką górę i modlić się będąc tam całkiem samą. Może rzeczywiście możliwe jest wówczas nawiązanie z Bogiem lepszego kontaktu własnie dzięki temu poczuciu ludzkiej samotności i jednoczesnej obecności Boga. Na prawdę ciekawe...
Jezus się modlił, zaś apostołowie tymczasem płynęli łodzą. Zapadł zmrok. Łodzą miotały fale w tym czasie kiedy Jezus modlił się na górze. To trochę tak, jaby w tym konkretnym momencie uczniowie znaleźli się w jakiejś przestrzeni pozbawionej obecności Boga. Jezus modli się gdzieś w oddaleniu od uczniów, zostawił ich samych.
A potem przyszedł do apostołów na łodzi. Nie spodziewali się czegoś takiego, nikt by się nie spodziewał. Była 8 straż nocna. To znaczy że chyba już zapadła taka późna, zaawansowana noc. Gdybym była nocą na straży i zobaczyłabym postać idącą po jeziorze, to na prawdę bym się ogromnie wystraszyła. Myślę, że wpadłabym w panikę i wrzeszczałabym na całe gardło budząc wszystkich, którzy w tym czasie zdążyli smacznie usnąć. Na prawdę śmiertelnie bym się bała!
Uczniowie zachowali się dokładnie tak samo. Pomyśleli, ze widzą zjawę, przestraszyli się straszliwie i krzyknęli ze strachu.
Czasami jak byłam mała, to myślałam sobie, ze nie chciałabym aby ukazał mi się kiedykolwiek Jezus albo Maryja, albo jakikolwiek inny posłany Anioł. Bo bym się na pewno poważnie wystraszyła. I wtedy sobie myślałam, że nigdy nie będę osobą, która ma jakieś objawienia, bo bym się tego najnormalniej w świecie bała. W obecnej chwili nadal myślę, że pewnie bym się wystraszyła. Ale z drugiej strony, nawet Maryja zlękła się Archanioła Gabriela.
Jezus na ten cały lęk apostołów i jednocześnie na lęk ludzi, którym się w historii kościoła objawiał mówi: "Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!" Można to zapewnienie rozumieć na kilka sposobów. Ale wydaje mi się, że ponadczasowym jest rozumienie tego wezwania jako oświadczenia, że Bóg jest. Ja jestem to imię Boga. Jezus mówi więc: Odwagi! Bóg! Nie bójcie się! A więc nawołuje do odwagi, przypomina o istnieniu Boga i do tego, że w jedności z Bogiem człowiek niczego nie musi się bać. Bo Bóg jest.
Piotr nie rozpoznaje Chrystusa. Waha się czy jednak nie widzi zjawy i decyduje się to sprawdzić na swój ludzki sposób. Jeżeli to jest Bóg- dokona cudu. Jeżeli zjawa-nie stanie się nic nadzwyczajnego. Dlaczego akurat chodzenie po wodzie wymyślił Piotr? Nie mam pojęcia, zupełnie. Ale z całą pewnością Piotr wystawił Boga na próbę. A tak na prawdę, co potem zostaje widocznie pokazane, wystawił na próbę własną wiarę. Bo to siła jego wiary (tej samej która wielkości ziarnka gorczycy przenosi góry) prowadziła Piotra po wodzie ku Chrystusami. Ta scena bardzo wyraźnie ukazuje, że wiara może nas ku Chrystusowi prowadzić bardzo różnymi, często całkowicie abstrakcyjnymi ścieżkami. I zachwianie się wiary u każdego człowieka prowadzi do tego samego: "Panie ratuj mnie!" A wtedy Jezus w mgnieniu oka ratuje człowieka, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że naszaa wiara podlega licznym ograniczeniom i jest jak tafla jeziora marszczona powiewem wiatru.
Piotr wychodzi do Jezusa. Innym razem Piotr wypływa do Jezusa nakładając na siebie uprzednio szatę. Wypływa do Niego dużo później, już po zmartwychwstaniu. Czy płynąc wówczas pamięta moment, gdy szedł po jeziorze? Piotr jest człowiekiem odważnym, człowiekiem, który wychodzi na przeciw Chrystusowi, choć nie zawsze rozpoznaje Go. Ale wychodzi mu na przeciw często nawet nie zastanawiając się w jaki sposób dotrzeć ma do Jezusa. On widzi tylko cel, nie bierze pod uwagę środków i ceny jaką może zapłacić za lekkomyśle dążenie do zjednoczenia z Chrystusem.
Ja również pragnę tak wypływać do Jezusa, podchodzić do Niego bez zastanowienia z pełną ufnością, bez względu na okoliczności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz