niedziela, 30 stycznia 2011

walka z demonami


Słowa Ewangelii według św. Marka. Przez cały dzień Jezus nauczał w przypowieściach. Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do uczniów: "Przeprawmy się na drugą stronę". Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim.

Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź się już napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: "Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?" On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: "Milcz, ucisz się". Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: "Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?" Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: "Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?"


To jest wspaniała Ewangelia. Jestem pewna, że pozwoli mi wiele zobaczyć, chociaż w tym momencie, na początku dostrzegam niewiele.

Nadszedł wieczór. To po pierwsze. Dzień dobiega końca, za chwilę nadejdzie noc. Są dwa takie momenty w ciągu doby. Wieczór i poranek. Momenty przejścia. Poranek jest przejściem z nocy do światła. To poranek jest symbolicznym czasem Zmartwychwstania. Przejściem z ciemności do jasności. Porankiem jest chrzest. Pierwsi chrześcijanie przyjmując chrzest, gdy wyrzekli się szatana, odwracali się z zachodu na wschód-kierowali wzrok, całe ciało ku wschodzącemu słońcu. Poranek więc jest chwilą zwycięstwa światłości nad ciemnością. Życia nad śmiercią. Zwycięstwa Miłości nad brakiem Miłości. Bo tym jest zło właśnie-świadomym odrzuceniem Miłości. Nie jest jakąś alternatywną siłą przeciwstawiającą się Miłości i zapewniającą równowagę światu. Zło jest brakiem Dobra. Wybór zła jest więc w rzeczywistości wynikiem odrzucenia Dobra. Gdy człowiek odrzuca Boga, odrzucając Jego Dobro, automatycznie odwraca się w tronę zła. Co wtedy może uczynić Bóg? Ceniąc sobie ponad wszystko naszą wolność, która nierozerwalnie łączy się z miłością, może jedynie czekać, aż zmienimy zdanie. Oczywiście podejmuje próby przekonania człowieka, że dokonał niewłaściwego wyboru, ale nie może zmusić go do zwrócenia się ponownie w kierunku Jego Samego. Dlaczego nie może? Ponieważ byłoby to zaprzeczeniem Jego boskiej istoty. Odbierając człowiekowi wolną wolę, zanegowałby samego Siebie. Ponieważ absolutna miłość nie wymaga niczego, zaś gotowa jest wszystko poświęcić. Człowiekowi ciężko jest to zrozumieć, ponieważ poza Bogiem nikt nie jest w stanie zdobyć się na taki sposób kochania. Można się bardzo starać i oddać życie za innego człowieka, to jest największy przejaw miłości na jaki człowiek może się zdobyć. Byli tacy ludzie, kościół nazywa ich świętymi. Ale nie o tym chcę pisać, zeszło na inne zupełnie tory.

Wracam więc do faktu odrzucenia Boga i wyboru zła jako konsekwencji tego czynu. Bóg szanując decyzję człowieka, czeka na jego kolejny krok. Co robi w tej konkretnej Ewangelii Jezus? Śpi. Jest wieczór, światłość przechodzi w ciemność, Bóg zasypia. To są pierwsze i moim zdaniem najważniejsze symbole w tej Ewangelii.

Co jeszcze widzimy?

Jaki był dzień, który własnie dobiega końca? Co się wydarzyło? Czy było to coś istotnego? O czym mówił Jezus uczniom tamtego dnia? Czy uzdrowił kogoś? Trzeba spojrzeć wstecz. Przez cały dzień Jezus nauczał w przypowieściach. Co to były za przypowieści? Czy ich treść ma jakiś związek z tym co stało się później?

Przypowieści były o siewcy, lampie, mierze, zasiewie, zairnku gorczycy. Generalnie są to przypowieści o wierze, o słuchaniu Słowa Bożego, o Królestwie Bożym. Myslę, że wymaga to osobnego rozważenia, z pewnością pozwoliłoby to pod jeszcze innym kątem spojrzeć na tę konkretną Ewangelię.

Ale wydaje mi się, że jeszcze ważniejsze, a własciwie najistotniejsze jest miejsce, do którego właściwie płyną i wszystko to, co dzieje się, gdy już docierają do celu. Otóż Jezus uzdrawia opętanego. Ten człowiek jest opętany, ma w sobie potężnego demona imieniem Legion, a więc jest pod władaniem całego legionu demonów. Chrystus wyrzuca je w świnie, które toną w jeziorze. Tak to wygląda w ogromnym skrócie. Na ten moment powinno jednak wystarczyć.

Powróćmy więc do sytuacji, którą w tym ewangelicznym obrazie widzimy. Jezus wraz z uczniami płyną wieczorem łodzią przez jezioro . Dnia poprzedzającego Chrystus nauczał przypowieściami. Kolejny dzień będzie dniem pokonania legionu demonów. Można powiedzieć, że oni wszyscy płyną jakby na wojnę, lecz jedynie Jezus wie, co ma się rzeczywiście wydarzyć. Zapada zmrok, wkraczają w noc.

Kolejne dwie uwagi.

Jezus skończył nauczać i postanowił przeprawić się na drugą stronę. To znaczy- przez całe jezioro, tak że już dalej nie można. Dziś jest w jednym miejscu, jutro chce być, można powiedzieć, w skrajnie innym. Uczniowie nie pytają się Jezusa, dlaczego chce płynąć aż tam. A przecież mogliby zatrzymać się jeszcze w wielu miejscach po drodze. W ogóle mogliby też coś zjeść, albo jakos przygotować się do drogi, ale nie robią tego. Po prostu Jezus kończy nauczać, mówi do uczniów, żeby się przeprawili na drugą stronę i pospiesznie odpływają. Jezus nauczał już w łodzi, nie był nawet na brzgu, więc wyobrażam sobie, że uczniowie na Jego słowa po prostu również do tej łodzi wsiadają i odbijają od brzegu. Tłum się rozchodzi. Część ludzi wsiada do swoich łodzi i płyną razem z Nauczycielem. Jest więc kilka łodzi, wszystkie płyną tam, dokąd chce płynąć Jezus. Nie wiedzą po co On właściwie chce tam płynąć, ale podążają za Nim. Ufają mu, albo po prostu bardzo są ciekawi Jego nauki. W każdym razie płyną.

Trochę mi to przypomina wyprawę wojenną. Z jednej strony łodzie w uczniami Chrystusa, po drugiej zaś stronie jeziora, na brzegu czeka Legion. Czy Legion wie, że zbliża się do niego Jezus? Ależ oczywiście że tak. Właśnie stąd bierze się "gwałtowny wicher".

W ogóle oczywiście kolejne symbole. Ta Ewangelia pełna jest biblijnej symboliki. W Biblii Bóg objawia się w wietrze, ale w powiewie lekkim i delikatnym. Natomiast szatan jest utorzsamiany z gwałtownym wichrem, szumem i burzą. Tak więc tutaj już widzimy pierwszy symbol mówiący o ataku Szatana.

Kolejnym symbolem jest sama woda. Biblia wodę traktuje jako siedlisko demonów. Tak samo jak Tobiasz walczy z demonem wydobywającym się z wody zanim przybędzie zwalczać demony swojej przyszłej żony. Zupełnie analogicznie legion walczy z Jezusem i uczniami jeszcze zanim przybędą, posługując się właśnie wodą. Widzimy, że fale biją w łódź i łódź napełnia się wodą. A więc można powiedzieć, że żywioł wygrywa, łódź niemalże zaczyna tonąć. Czy inne łodzie również toną? Nie wiadomo, nie ma już mowy o żadnych innych łodziach, może zawróciły, a może poza tą jedną konkretną łodzią żadna inna wcale nie jest atakowana. W każdym razie łódź tonie, woda wlewa się do środka. Napełnia się demonami. Serca uczniów zaczynają wypełniać się lękiem. Jest noc, nie ma światła. Jezus śpi.

Uczniowie ogarnięci trwogą nie mogą już dłużej wytrzymać i budzą Jezusa. Mają mu za złe, że łódź przecież niemal tonie, on zaś najnormalniej w świecie śpi. W ogóle to dość zadziwiające, że człowiek jest w stanie spać w takiej sytuacji. To nie jest normalne zachowanie. Nikt nie śpi, kiedy zagraża mu tak ogromne niebezpieczeństwo. Musiałby być chyba bardzo, bardzo chory, albo skrajnie przemęczony. A i to wydaje mi się dosyć naciągane w obliczu zagrożenia życia. Dlaczego więc Jezus śpi? Czy próbuje uczniów? Czy czeka jak długo wytrzymają, co zrobią? Jezus nie robi tego na pewno z ciekawości. Przecież wszystko wie, jeszcze zanim się stanie. Musi to być więc istotne dla uczniów. To całe doświadczenie sztormu, nocy i śpiącego Boga oraz wykonywania na ślepo Jego rozkazów jest własnie dla nich. Ono ma na nich wpłynąć, ma ich w jakiś sposób zbudować, przygotować. Jak? Do czego?

"Czy nic cię to nie obchodzi, że giniemy?"

Znam to pytanie. Pewnie nie tylko ja. Czy nie jest ono pytaniem, które ciska się na usta każdego wierzącego człowieka, który z ufnością powierza swoje życie Bogu, aż nagle przestaje być sielsko anielsko i człowiek musi stanąć twarzą w twarz z demonami? Ja zadałam takie pytanie wczoraj. Dokładnie takie samo. Dlatego właśnie tą Ewangelię postanowiłam rozważyć i zastanowić się nad nią dokładnie. Na prawdę doskonale znam to pytanie. Mogę odnieść tę sytuację jak najbardziej do swojego życia. Ale, co dzieje się dalej?

Jezus wstaje. To jest pierwsza rzecz, którą czyni, gdy ci przestraszeni uczniowie Go budzą. Następnie mówi do jeziora i wichru :"Milcz, ucisz się."

Nie mówi tego wcale do jeziora jako jeziora i wichru jako wichru, to już wiemy. On to mówi do tego Legionu, który czeka na niego na drugim brzegu i już rozpoczął walkę. Ale Jeus jedym zdaniem, jednym rozkazem powstrzymuje szatana. Taką ma nad nim moc. Łódź, uczniów i Chrystusa otacza teraz głęboka cisza. Nadal jest noc, nadal płyną, ale czuje się spokój. I dopiero wtedy Jezus zwraca się do uczniów. W zasadzie nie wiadomo czy karci ich, a moze po prostu ocenia, stwierdza fakt. Pyta ich dlaczego są tak bojaźliwi. Dlaczego tak brakuje im wiary?

Myślę, że uczniowie jeszcze wtedy niewiele rozumieją. W końcu był sztorm, nie potrafili sobie poradzić. Ich ostatnią deską ratunku był Jezus, obudzili Go ale nie spodziewali się, ze uczyni własnie to, co uczynił. Na pewno nie, ponieważ potem bardzo się temu dziwią. Raczej obudzili Go ponieważ kazał im płynąć i sprowadził na nich niebezpieczeństwo, a jednak zupełnie olewa sprawę i śpi, kiedy wszystko się wali To musiało ich zirytować. Mnie by zirytowało. Przecież jak można w ogóle spać w takiej sytuacji? Nie podnieść się, w jakiś sposób pomóc chociaż w walce z żywiołem. Więc raczej obudzili Go z myślą, że zaciągną Go po prostu do pracy. Ale okazuje się, że to w ogóle nie jest walka na ludzkiej płaszczyźnie. Oni tego jeszcze nie rozumieją. Zrozumieją to dopiero, gdy dopłyną do brzegu. Wtedy zobaczą z kim tak na prawdę walczył Chrystus, komu kazał odejść i się uciszyć. Zrozumieli kto tak naprawdę napełnił ich serca trwogą i sprawił, że zwątpili w Chrystusa. Wtedy Legion na samym początku powie im kim jest Jezus. Odda mu pokłon i zapyta: "Czego chcesz ode mnie Jezusie Synu Boga Najwyższego?" I wtedy uczniom wiele się wyjaśni. Tylko Jezys Syn Boga Najwyższego ma moc uciszania demonów, przed nim Legion oddaje pokłon. I wówczas dopiero uczniowie zaczynają rozumieć, jak małej wiary rzeczywiście są. A co ciekawe ostatnią przypowieścią jaką opowiedział Chrytus zanim wypłynęli była właśnie przypowieść o ziarnku gorczycy. A więc uświadomił im całym tym wydarzeniem, że posiadanie wiary jak ziarnko gorczycy wcale nie jest czymś oczywistym. Że brakuje im jeszcze bardzo, bardzo wiele.

I uświadamia to każdemu, kto w rozpaczy wyrzuca Bogu to, że o nim zapomniał. Bóg nie zapomina. Jedynie doświadcza po to, abyśmy mogli dotrzec do jakiejś większej prawdy na temat Jego istoty. Ale nie zostawia nas samych. I ucisza demony. Nie walczy z nimi, bo nie musi. Po postu rozkazuje im i muszą być mu posłuszne. To my musimy walczyć z demonami. I ani na chwilę nie wątpić w Jego moc, bo sami nie jesteśmy w stanie zwyciężyć. Tyle na ten moment.