Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im
też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie
brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w
trzosie. Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien. I
mówił do nich: Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd
wyjdziecie. Jeśli w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą słuchać,
wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich.
Oni więc wyszli i wzywali do nawrócenia. Wyrzucali też wiele złych duchów
oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.
Uderza mnie jedno. Dlaczego to właśnie laska jest przedmiotem, który apostołowie mają mieć przy sobie podczas drogi? Nie chleb, nie suknia, nie pieniądze czy torba, ale właśnie laska.
Z wędrówkowego punktu widzenia kij nie jest wcale aż tak potrzebny. Czasami się przydaje, przy pokonywaniu nierówności, czy też wygodny jest do transportowania przedmiotów do niego przywiązanych. Lecz apostołowie nie mają mieć przy sobie nic poza tym. Można laskę wykorzystać do odpychania dzikich zwierząt, ale nie sądzę, żeby przydarzały się takowe sytuacje jakoś szczególnie często. Cóż jeszcze? W zasadzie laskę podróżną, a więc kij, nietrudno jest wyciosać z drewna. Wielokrotnie chociażby gałąź z drzewa wystarcza. Wiem coś o tym, bo szłam z takim kijem trzy tygodnie u boku, znalezionym na drodze, z drzewa siłami natury strąconym. Wielokrotnie chciałam go zostawić. Ale potem myślałam, że może się przydać. W końcu nie wiadomo, co mnie czeka za zakrętem. I tak szłam z tym kijem aż do celu.
A apostołowie dlaczego szli z laską? Jaki jest tego sens?
Zastanawia mnie to, dlaczego właśnie taki absurdalny przedmiot mieli nieść ze sobą na drodze do tych wszystkich cudów i wypędzeń duchów nieczystych. Na drodze siewców Słowa Bożego.