Mt 5,13-16)
Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.
Wy jesteście solą dla ziemi. Znaczy, my jesteśmy. Solą. Jakie są właściwości soli? To chyba pierwsze pytanie jakie się nasuwa po wysłuchaniu tej Ewangelii. Z resztą to są bardzo oklepane słowa, slogan niemalże. Często przechodzimy obojętnie obok bycia "solą ziemi i światłem świata". Ot kościelne hasełko. Brzmi ładnie, tak samo chwytliwie jak "wypłyń na głębię." Tak się niestety czasami dzieje, kiedy słyszymy coś zbyt często, że przyjmujemy bezrefleksyjnie zupełnie. A przynajmniej ja tak mam.
Cóż więc tak na prawdę oznacza bycie solą? Jakie są właściwości soli?
Po pierwsze, najoczywistrze, sól jest słona. Nic odkrywczego. Ale nie o to tutaj chodzi, że ma być odkrywcze. Nie, ma być prawdziwe raczej. Tak więc sól jest słona. Dlaczego własnie słony smak ma charakteryzować chrześcijan? W zasadzie logiczne, że nie mamy być gorzcy, no jasne. Kwaśni? Też jakoś idiotycznie brzmi, kwaśny jest raczej negatywnym smakiem. Nie lubi się kwasu. Z resztą, kwas jest żrący, rani. Ale taki cukier. Przecież to by było idealne. A jednak wcale nie mamy być słodcy. Chociaż często chrześcijanom wydaje się własnie że powinniśmy być słodcy. Bądźmy cukrem tego świata! Nie brzmi źle, na prawdę nie. W ogóle zabawne, że oklepaliśmy hasło "bądźcie solą ziemi" a jednocześnie wyrobiliśmy sobie stereotyp "bądźcie cukrem dla świata". Chrześcijaństwo to religia niezwykle pokojowa, pełna miłości, zaufania, pomocy. Religia w której wszyscy się do wszystkich uśmiechają, kochają się wszyscy i żyją w socjalizmie. Znowu- to wygląda pięknie, na prawdę kolorowo i tak, powiedziałabym idealnie pasuje do reklamowo-filmowej wizji współczesnego świata. Ale czy tak własnie powinno być? Czy tego na prawdę oczekuje od nas Chrystus? Jak to, że mamy być solą a nie cukrem odnosi się do przykazania miłości bliźniego? Otóż, odnosi się, Ale nieco w inny sposób, niż ten, którym faszerujemy się na codzień. Nie ta wizja. Nasz Bóg pomimo tego, że jest Miłością i Miłosierdziem, jest również Prawem. I jest bardzo konsekwentny. I właśnie dlatego sól. A nie cukier.
Jakie są więc właściwości soli?
Soli się nią potrawy. To tak najpowszechniej. Potrawa z solą nabiera smaku. Ale też nie wszystko można przyprawić solą. Słodyczy nie można, bo są wtedy ohydne.Słodyczy się nie soli, nie ma potrzeby. Soli dodaje się po to, żeby potrawa miała smak, była bardziej wyrazista. Ale soli nie można też dodać za dużo. Ani za mało. Jeżeli się doda za mało, to nic się nie poczuje, tylko sól zmarnowana, a potrawa jak była bez smaku tak będzie. A jeżeli doda się zbyt wiele soli? Wówczas wszystko robi się zbyt słone i nie da się tego w ogóle jeść. Zwykle soli dodaje się niewiele, szczyptę. Nie więcej. Nie mniej.
Inne właściwości?
Żrące. Posypywanie rany solą jest na prawdę ogromnym cierpieniem. Tego trzeba unikać. I to jest również istotne w naszej chrześcijańskiej postawie bycia solą. Żeby nie posypywać ran,
Soli używa się również jako naturalnego środka konserwującego żywność. Także skóry wyprawia się przy użyciu soli własnie.
Jeżeli biolog wypowiada się o właściwościach soli, nie może nie wspomnieć o konieczności obecności soli w organizmie. Bez soli wszelkie procesy nerwowe nie mogłyby zachodzić. Absolutnie niezastępowalna jest obecność sodu i chloru w naszym organizmie po to żebybśmy mogli w ogóle myśleć, poruszać się. Wszystko. Tak samo wszystkie nasze tkanki wypełnione są nie tyle samą wodą, co solą fizjologiczną. A więc z biologicznego punktu widzenia sól jest na prawdę niezbędna do życia.
Cóż więc z tego wszystkiego wynika dla nas?
Przede wszystkim mamy być po to, aby soląc innym ludziom życie, nadawali mu smaku. Tak to rozumiem. My swoją obecnością, swoim słowem czy gestem mamy nadawać życiu innych ludzi sens. Nie mamy im osładzać życia, chociaż możemy również. Ale przede wszystkim mamy uczynić ich życie pełniejszym, wyrazistrzym. Takim, żeby na prawdę mieli ochotę to życie smakować. A co można zrobić, żeby nadać czyjemuś życiu sens? To nie jest proste. Zdecydowanie nie jest. Powiedziałabym nawet, że jest to ogromnym wyzwaniem. Ale to bynajmniej nie czyni go niemożliwym. Myślę, że przede wszytskim najwięcej sensu dodaje życiu wiara w Boga. I wskazywanie drugiemu człowiekowi wszechmocnego Stwórcy jest właśnie takim nadawaniem sensu istnieniu. Pokazywanie innym Jego chwały. W jaki sposób? Nie w żaden nachalny, narzucający się. To by było zbyt wiele soli, a tego nie chcemy. Chwałę i wielkość Boga można przede wszystkim ukazywać swoją własną postawą. Często nawet słowa nie są konieczne, człowiek pragnie Boga i wielokrotnie po ludzku zazdrości tym, którzy są blisko Niego. To jest właśnie moment, gdy chcą uczynić swoje życie właśnie taką osoloną potrawą. Ale taką soczystość, wyrazistość życia wielu ludzi odkrywa również w różnego rodzaju pasjach. Rozpalanie życiowych psji jest więc również osalaniem życia. Tak samo ukazywanie innym ludziom uroków codzienności, która pełna jest wspaniałych momentów przepływających nam wielokrotnie przez palce. Wiele można by wymieniać sposobów na "wyrazistość życia". I każdy z nich jest równie cenny, wart wykorzystania.
Ale sól jest takę żrąca. O co chodzi? O to, że nie cukier. Nie mamy ludziom słodzić. A na pewno nie zawsze. Dla Boga najważniejsze jest zbawienie człowieka. I dlatego własnie nie mamy być cukrem. Czasami należy komuś wskazać błąd, jeżeli go nie dostrzega. Ale to jest niezmiernie delikatna gra. Żeby nie przesolić. Żeby przypadkiem nie posypać rany. Bo posypanie solą rany jest najgorszą rzeczą jaką można zrobić. Co innego jest powiedzieć koleżance, że mieszkając z chłopkiem żyje w związku niesakramentalnym, a co innego zwrócić uwagę kobiecie, która przetuławszy się przez życie, opuszczona przez męża odnalazła w końcu bezpieczną przystań u boku innego mężczyzny, Rany na prawdę nie wolno posypywać solą!
I sól wyprawia skóry. To dzięki soli właśnie skóra staje się miękka i można sobie z niej uszyć futro. Tak będąc solą, my powinniśmy zmiękczać zatwardziałe dusze. Znowu- w jaki sposób? Po prostu będąc sobą. Bo sekret tkwi w tym, że chrześcijanin żyjący na prawdę zgodnie z tym, co nakazał Chrystus, będący w autentycznej relacji z Bogiem, jest solą. On nie musi już nic robić. To ludzie widząc tą zażyłą relację z Bogiem, sami jej zapragną. Sami zechcą osolić sobie życie. My musimy jedynie umieć się dawkować. Nie za wiele soli, nie za mało. Tutaj można, a tutaj już jest rana i posypanie jej sprawi, że człowiek już nigdy soli nie zapragnie. W zasadzie to jak się tak nad tym zastanowić, to cukier na prawdę cienko wypada przy soli. I dobrze że wcale nie mamy słodzić świata. To by było głupie. Świat sam się słodzi. Nawet powiedziałabym, że niekiedy za bardzo, My własnie musimy być alternatywą. Świat mówi "osłódź sobie życie, uprzyjemnij, umil, bądź "wolny" i używaj do woli, nie przejmuj się niczym." A sól jest alternatywą. Jest smakiem przeciwstawnym. Wiele rzeczy z natury jest słodkich, słonych jest mniej. Słodycz z potrawy wydobywa się często samoczynnie, sól nie. Jeżeli coś nie jest słone, to się takie nie stanie, jeżeli nie doda się przyprawy. Sól dodaje smaku. My musimy dodawać smaku. Nadawać sensu życiu. Jak? Kochając. Ale to jest taka miłość ze zrozumieniem. Bez osładzania. Taka prawdziwsza miłość. Tak mi się wydaje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz